blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2017-12-13

Uniwersytet Yunnański - miłorzęby

Miłorzęby jeszcze jesienne, ale aura już raczej zimowa :(

2017-12-11

samoloty i lotniska

Dopóki podróżowałam samolotami sama, liczyło się dla mnie tylko to, by jak najszybciej dotrzeć z punktu A do punktu B i żeby bilet był tani. Wiecie, Kunming jest daleko od mojego rodzinnego Bytomia, więc nie chciałam sobie utrudniać bardziej niż to konieczne. Jakość obsługi czy wygląd lotniska mnie nie bardzo obchodziły.
A potem pojawiło się dziecko, które drastycznie zmieniło moją perspektywę. Dziś o podróży z Kunmingu do Polski i z powrotem, o tym, czego mnie to nauczyło i na co odtąd będę zwracać uwagę.

Loty
1) Kunming-Bangkok, tajskie linie lotnicze (Thai Airways International).
Wspaniałe wyżywienie, nie tylko dla nas, ale i dla dziecka (tubka z kleikiem z mięsem i warzywami oraz tubka owocowa), bez proszenia.
Mocowane na ścianie łóżeczko oraz dla nas miejsca w pierwszym rzędzie, bez proszenia.
Zabaweczki dla dziecka: balonik z misiem-pilotem i gustowny śliniaczek firmowy, bez proszenia.
Miła, uśmiechnięta obsługa.

2) Bangkok-Kijów, ukraińskie linie lotnicze (Ukraine International Airlines)
Wyżywienie ok, ale tylko dla nas, dla dziecka nie.
Mocowane na ścianie łóżeczko, a dla nas miejsca w pierwszym rzędzie po uprzedniej prośbie na lotnisku.
Miła, uśmiechnięta obsługa.

3) Kijów-Warszawa, ukraińskie linie lotnicze (Ukraine International Airlines)
Wyżywienie tylko za złodziejską opłatą.
Brak łóżeczka, bo samolot mały, siedzenia gdzieś tam daleko bez względu na małe dziecko.
Obsługa taka sobie, brak uśmiechów, bo nie zamówiliśmy jedzenia.

4) Kraków-Helsinki, fińskie linie lotnicze (Finnair)
Wyżywienie ok, brak jedzenia dla dziecka.
Brak łóżeczka, bo mały samolot, brak miejsc z przodu.
Obsługa dość miła.

5) Helsinki-Bangkok, fińskie linie lotnicze (Finnair)
Wyżywienie znośne, brak jedzenia dla dziecka.
Brak łóżeczka, brak miejsc z przodu, mimo prób zamówienia takich miejsc. Żadna z trzech podróżujących tym samolotem matek z małym dzieckiem nie dostała miejsca dla rodziców z dziećmi.
W prezencie ręczniczek z muminkami i reklamówka na wymioty/zużyte pieluszki.
Obsługa rzeczowa.

6) Bangkok-Kunming, chińskie linie lotnicze (China Eastern Airlines)
Wyżywienie ok, dodatkowa bułeczka dla dziecka, bez proszenia.
Brak łóżeczka, bo samolot mały, ale odstąpienie trzech miejsc w rzędzie, żeby dziecko mogło pospać.
Obsługa wspaniała, priorytetowe obsługiwanie matek z małymi dziećmi – weszłyśmy na pokład jeszcze przed biznesklasą, a w obliczu śpiącego dziecka obsługa chodziła na paluszkach.

Lotniska
  • Kunming – wspaniały plac zabaw dla dzieci, szybsza obsługa rodziców z dziećmi, przewijaki w każdej ubikacji.
  • Bangkok – osobna linia obsługi dla rodziców z dziećmi na każdym etapie podróży (obsługa celna, obsługa wizowa), przewijaki w prawie każdej ubikacji, w niektórych ubikacjach wydzielone miejsca do karmienia z fotelami.
  • Kraków – celnicy pomagający zająć się dzieckiem w trakcie odprawy.
  • Warszawa – brak jakiejkolwiek pomocy i jakiegokolwiek przyśpieszania załatwiania formalności, czekanie trzy kwadranse przy okienku.
  • Helsinki – ubogo zaopatrzony placyk zabaw dla dzieci; świetnie wyposażone ubikacje z przewijakami, czystymi nocnikami i nawet muzyczką uspokajającą dla dzieci.

Szczerze mówiąc, byłam bardzo zaskoczona faktem, że lotnisko w Helsinkach było mniej wygodnym miejscem przesiadkowo-dziecięcym niż mocno prowincjonalny Kunming; tak samo zaskoczyło mnie, że miejsca specjalnie dostosowane do potrzeb rodziców z małymi dziećmi (zaczepy na łóżeczko w ścianie) w tajskich czy ukraińskich liniach są oczywiście przyporządkowane rodzicom, a w fińskich liniach są przywilejem, którego nie sposób sobie wywalczyć (chciałam nawet dopłacić za takie miejsce, ale nawet to się nie udało).
Zadziwiło mnie również to, że z wyjątkiem tajskich i chińskich linii w innych nie uważa się, że mały pasażer również powinien jeść. Skutek był taki, że w fińskich i ukraińskich liniach dziecko mi zjadło wszystkie posiłki, pozostawiając nędzne resztki. Oczywiście – byłam zaopatrzona w suchy prowiant, ale uważam, że o ile na krótkich trasach kwestia jest dyskusyjna, o tyle podczas dziesięciogodzinnych lotów międzykontynentalnych dziecko bezspornie powinno otrzymać ciepły posiłek.
Podsumowując: planując podróż z maleńkim dzieckiem, sprawdźcie dokładnie nie tylko to, czy linia cieszy się sympatią podróżników, ale i to, jak traktuje małych pasażerów i ich rodziców. Czasami można się bardzo zdziwić...

2017-12-09

zupa tasznikowa z klopsikami z tofu i kurczaka

Uwielbiam jeść nasze yunnańskie chwasty. A gdy trafiam do knajpy, w której dział roślin zielonych jest trzy razy bardziej rozbudowany niż mięsny, jestem w raju. Czasem zdarza mi się w takich knajpach zamówić zupy, które doskonale potrafię ugotować sama, ale, wstyd przyznać, nie chce mi się, bo obróbka zieleniny bywa męcząca. Uwielbiam również klopsiki tofu z dodatkiem kurczaka, ale one są równie problematyczne, ponieważ nie posiadam maszynki do mięsa, a mięso musi być mielone albo naprawdę drobniusieńko posiekane.
Cóż. Dzięki mojemu lenistwu zarabiają knajpy, a dla Was przepis - bo być może Wy okażecie się mniej leniwi :)

Składniki:
  • solidny bukiet tasznika
  • odsączone z wody tofu
  • zmielony kurczak - tyle samo, co tofu
  • drobniusieńko posiekany imbir
  • sól, pieprz
  • ewentualnie jajko/mąka do poprawienia konsystencji klopsików
Wykonanie:
  1. Robimy klopsy według tego przepisu.
  2. Wrzucamy je na wrzątek i zdejmujemy ewentualne szumowiny.
  3. Do klopsików dorzucamy porządnie oczyszczony tasznik i gotujemy 5-10 minut na małym ogniu (żeby klopsiki się nie rozpadły).