blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-09-29

Radosne cukierki XIV

Dziś śliczne, ażurowe pudełeczko, czerwone oczywiście, z pyszną zawartością - oprócz pralinek słonecznik i orzeszki ziemne. Orzeszki, żeby szybko urodzić (花), a słonecznik, żeby był syn (瓜).

2016-09-27

Góra Yuantong - schrony

W latach '50 i '60 XX w. w bodaj wszystkich chińskich większych miastach powstawała rozbudowana sieć schronów. Mao był głęboko wewnętrznie przekonany, że dojdzie do wojny USA-Chiny, że Chiny będą zbombardowane i że budowa schronów jest jedyną sensowną obroną. Nie dla ludu - w końcu ludzi w Chinach jest tak dużo, że i tak przetrwają. Dla władz. Trzeba było wybudować tyle schronów, żeby dla zaufanych starczyło miejsca.
W Kunmingu jedynym znanym oficjalnie miejscem z zabetonowanym obecnie schronem jest właśnie góra Yuantong. Ciekawam, ile takich schronów jeszcze istnieje i ile jeszcze nadaje się do użytku :)

2016-09-25

śmieszne wyrazy

Tym razem W 80 blogów dookoła świata podeszło do języków na śmiesznie. Dzisiejsze wpisy są bez wyjątku dedykowane śmiesznym - z takich czy innych względów - wyrazom. Ja, która się od wieków naśmiewam z chińskiej logiki etymologicznej która od wieków zachwycam się chińskim  słowotwórstwem, czuję się w tym temacie jak ryba w wodzie. Niejeden chiński wyraz zapamiętałam przecież tylko i wyłącznie dzięki jakiemuś ciekawemu i zabawnemu skojarzeniu. Przedstawię je Wam w następujący sposób: polskie słowo - odpowiednik: chiński(e) znak(i) - dosłowne tłumaczenie znaków. Pod niektórymi hasłami kryją się linki do moich wcześniejszych wpisów na temat tych słów.


B
biedronka - 瓢蟲 - robak w kształcie chochelki zrobionej z wydrążonej tykwy :D

C
cukrzyca - 糖尿病 - choroba cukrowych sików
cytron - 佛手 - dłoń Buddy

D
dobierać się (do kogoś) - 吃豆腐 - jeść tofu
dowiadywać się, wypytywać - 打聽 - bić słuchać (inne słowa, w których wykorzystane jest nie mające związku z sytuacją "bicie" tutaj)
drapaczka do pleców - 不求人 - nie prosić ludzi (o pomoc)

E
erotyczny (film, książka) - 黃 - żółty (黃片, 黃書)

G
gęsiego - 魚貫 - w rybim szyku
gips - 石膏 - kamienna pasta 
głupek - 傻瓜 - głupia dynia, 二百五 - 250
grudnik - 蟹爪蘭 - orchidea jak szczypce kraba

I
indyk - 火雞 - ogniowy kurczak

K
kaktus - 仙人掌 - dłoń Nieśmiertelnego
kameleon - 變色龍 - smok zmieniający kolory
klimat - 水土 - woda i ziemia
kochanka - 小三 - mała trójka
kolacja - 晚餐 - wieczorny posiłek
komputer - 電腦 - elektryczny mózg

L
lizus - a raczej to, co robi. Po polsku się włazi komuś w ..., a po chińsku - 拍馬屁 - klepie koński zad
lunch - 午餐 - południowy posiłek

Ł
łakomczuch - 饞屁股 - pazerna dupa :D

M
malinkę (taką na szyi ;) ) komuś zrobić - 種草莓 - zasadzić truskawkę
małżonek - 丈夫 - 3,3 metra mistrza, 先生 - najpierw urodzony, 老公 - stary samiec :D
maraton - 馬拉松 - koń ciągnie sosnę (zapożyczenia z angielskiego w dokładnym tłumaczeniu w ogóle są dość zabawne :D )

N
natychmiast - 馬上 - na końskim grzbiecie
nie moje małpy, nie mój cyrk - 打醬油 - kupować sos sojowy
niewidomy na jedno oko - 獨眼龍 - jednooki smok

O
około - 左右 - lewo prawo

P
panda - 熊貓 - niedźwiedzio-kot
pantoflarz - 耙耳朵 - ucho od grabi
patriota lokalny - 家鄉寶 - klejnot rodzinnej wsi
początkujący - 新手 - nowa ręka
pomidor - 西红柿 - zachodnia czerwona persymona 
przechwalać się - 吹牛 - dmuchać krowę
przedobrzyć - 畫蛇添足 - dorysować nogi wężowi
przytyć - 發福 - emitować szczęście (porównałabym to z polskim "poprawiło Ci się" ;) )

R
robić coś na ostatnią chwilę - 抱佛腳 - obejmować stopę Buddy 
rogacz (w sensie: osoba zdradzona) - 戴綠帽子 - (ktoś) noszący zieloną czapkę

S
soczewki kontaktowe - 隱形眼鏡 - niewidzialne okulary
sowa - 貓頭鷹 - orzeł z głową kota
specjalista - 高手 - wysoka ręka
stara panna - 剩女 - kobieta-resztka
szef - 老板- stara deska

Ś
śniadanie - 早餐 - poranny posiłek
średnio na jeża - 馬馬虎虎 - koń koń tygrys tygrys
środki do życia - 飯碗 - miska ryżu

T
telefon komórkowy - 手機 - ręczna maszyna
telefonować - 打電話 - bić elektryczne słowa

U
uroczyście podjąć kogoś, kto wrócił z dalekiej podróży - 接風 - przyjmować wiatr
utrzymanek - 吃軟飯 - (ktoś) jedzący miękki ryż 

V
van - 麵包車 - chlebowy pojazd

W
ważyć słowa (uważnie dobierać słowa) - 推敲 - pchać pukać
wsiok - 土包子 - ziemna kluska na parze
wystawić kogoś do wiatru - 放鴿子 - puścić gołębia (dobrze, że nie pawia ;) )

Z
zapalniczka  - 打火機 - maszyna bijąca (krzesząca) ogień
zazdrosnym być - 吃醋 - jeść ocet
zdradzić - 出軌 - wypaść z torów
zebra - 斑馬 - koń w paski
ziemniak - 土豆 - ziemna fasola
zupka chińska - 方便面 - wygodny makaron
zwolnić kogoś - 炒魷魚 - usmażyć (mu) kalmara

Ż
żaba (kulinarna) - 田雞 - polny kurczak
żyrafa - 長頸鹿 - jeleń z długą szyją

Oprócz tego mamy jeszcze dużo zwierząt opisanych jako różnego rodzaju myszy; zresztą w ogóle flora i fauna jest czasem opisana zabawnie z naszego punktu widzenia. Jeśli znajdę trochę czasu, będę dodawać do powyższego słowniczka następne wyrazy. Problem w tym, że z niektórymi już się tak oswoiłam, że przestałam zauważać ich śmieszność... A może Wy mi pomożecie i w komentarzach będziecie dopisywać swoje zaskoczenia związane ze śmiesznymi chińskimi wyrazami?
No dobrze. Sami widzicie: język chiński jest prosty! I logiczny! Uczcie się go, a ja Was będę dopingować cheerleaderskim okrzykiem zagrzewającym do boju: 加油 - dodaj oleju!
Poniżej czekają na Was wpisy innych kulturowo-językowych blogerów:
Finlandia: Suomika - Fińskie słówka podobne do polskich brzydkich wyrazów
Francja: FRANG - Śmieszne francuskie słowa; Zabierz Swego Lwa - “frisotter, bambocher, inébranlablement (31)”; Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim - Pół żartem, pół serio
Hiszpania - 10 wyrazów, które rozśmieszają Hiszpanów w ich własnym języku. Sprawdź dlaczego
Japonia: Japonia-info.pl - Śmieszna wyrazy po japońsku
Kirgistan: Kirgiski.pl - Śmieszne kirgiskie wyrazy
Niemcy: Niemiecki w Domu - 10 śmiesznych wyrazów po niemiecku
Norwegia: Norwegolożka - Co jest zabawnego w języku norweskim?
Rosja: Dagatlumaczy.pl - blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim: Zabawne skojarzenia w nauce słówek
Szwecja: Szwecjoblog - 10 zabawnych szwedzkich słów
Wielka Brytania: Angielska Herbata - Niezwykłe angielskie słówka - część 1; English with Ann - Jak śmieją się Brytyjczycy?
Włochy: italia-nel-cuore - Śmieszne wyrazy? Tak, ale to tylko pozory…

Jeśli sami prowadzicie bloga kulturowego/językowego i chcielibyście do nas dołączyć, piszcie na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com

2016-09-24

orzechowe bułeczki na parze mantou 核桃红糖馒头

Prawie za każdym razem, kiedy dla siebie piekę chleb, przy okazji robię mantou - chińskie bułeczki na parze. Skoro już wyjmuję z szafy wielkiego robota kuchennego, to nie opłaca mi się zrobić tylko jednej rzeczy, prawda? Więc zawsze jest hurt: chleb + ciasto albo chleb + bułeczki na parze, albo chleb + pizza. Albo wszystko naraz. To już zależy od tego, jak grzecznie się bawi/śpi Joasia.
Dawniej najczęściej robiłam dość zwykłe mantouki z razowej mąki pszennej. Jednak odkąd szwagierka kupiła dla mnie hurtem 6 kilo ruskiej żytniej mąki, dodaję ją niemal do wszystkiego. Żytnia mąka jest pyszna!
Ostatnio Joasia wyjątkowo grzecznie spała, więc prosty przepis wzbogaciłam o nadzienie ze zmielonych orzechów i brązowego cukru. Wyszło pysznie, do tego stopnia, że zdążyłam spróbować zaledwie jedną bułeczkę, bo resztę wtranżolił mój Nie-Jadam-Mąki-Jestem-Chińczykiem-Z-Południa najlepszy z mężów...

Składniki:
  • łyżka drożdży suszonych
  • szklanka letniej wody
  • szklanka razowej mąki pszennej
  • szklanka mąki żytniej
  • trochę cukru
  • szczypta soli
  • kapka oleju
  • nadzienie: parę łyżek zmielonych orzechów i parę łyżek brązowego cukru

Wykonanie:
1) Mąkę wymieszać solidnie z drożdżami.
2) Domieszać wodę i resztę, solidnie wyrobić - aż ciasto będzie gładkie.
3) Zostawić do wyrośnięcia na 15 minut.
4) Krótko wyrobić.
5) Rozwałkować na niezbyt gruby prostokąt. Posypać mieszanką zmielonych orzechów i cukru, delikatnie wgnieść nadzienie wałkiem w ciasto. Złożyć na trzy. Ponownie rozwałkować, a później pędzelkiem posmarować ciasto z jednej strony wodą (można pominąć). Dłuższą stroną zrolować je bardzo ciasno. Tak zwinięte ciasto pokroić na 6 części.
6) Zostawić do wyrośnięcia - ok. 20 minut-pół godziny
7) Gotować w parowarze około kwadrans.

2016-09-22

równonoc jesienna

金风送爽,
Złoty wiatr przynosi orzeźwienie,
雁字横秋。
Dzikie gęsi układają się w znak jesieni.
草木染黄,
Rośliny się zabarwiły na żółto,
凉蟾光满。
I pełnią błyszczy chłodny księżyc.
落花听雨,
Kwiaty opadły i słychać deszcz,
折桂香远。
Aromat ułamanej wończy niesie się daleko.
石榴满坼,
Przejrzałe granaty już pękają,
木樨清露.
Czysty jest nektar z wończy.

Ta zbitka jesiennych fraz krąży po chińskim internecie, opatrzona ładnymi zdjęciami, z okazji równonocy jesiennej. Nawet jeśli moje zdjęcia nie są aż tak ładne, uważam, że pasują. Ucieszyłam się bardzo, gdy parę dni temu pękł jeden z naszych granatów - były ich tylko cztery a tylko dwa tak pięknie dojrzały, bo w tym roku początek jesieni jest mało słoneczny. Ale od początku. Złoty wiatr jest obecny. Czasem raczej urywa głowę niż daje orzeźwienie, ale niech mu będzie. Dzikich gęsi w centrum dużego miasta niestety nie ma. Ale za to miłorzęby faktycznie zaczynają się złocić; już niedługo będę mogła Joasię wózkować złotymi alejami. Pełnia była podczas Święta Środka Jesieni, ale nie było dane mi jej ujrzeć, bo niebo codziennie zasnute jest ołowianymi chmurami. Kwiatów już prawie nigdzie nie ma, ale za to powoli kamelie zaczynają wypuszczać pączki. Deszcz leje codziennie, mamy szczęście, jeśli nie bez przerwy. Wończa kwitnie - i pachnie obłędnie, zwłaszcza wieczorami, ale powoli zasnuwa drobnym kwieciem ścieżki. Niestety, moja prywatna jest obżerana przez wiewiórki, więc sobie z niej naparu (=nektaru) nie zrobię. I tylko ten granat faktycznie jest pięknie przejrzały i pyszny...

2016-09-20

otwarte spodenki 開襠褲

Dla wielu obcokrajowców największym szokiem po przyjeździe do Chin jest ujrzenie stad dzieciaków, które załatwiają się bezpośrednio na ulicy. Idzie im to łatwo, bo mają spodenki niezasłaniające kroku, w których wystarczy kucnąć, by załatwić potrzebę.
Dziś spodenki te można ujrzeć coraz rzadziej; raczej w małych miastach i na wsiach, raczej wśród biedniejszych warstw społecznych. Amerykańskie "małketingowe chłyty" utwierdzają młode pokolenia Chińczyków w przekonaniu, że jednorazowa pieluszka jest ich najlepszym przyjacielem; skutek jest taki, że nawet jeśli na wierzchu są takie spodenki, to z dziury wystaje pampers.
Abstrahując od ewidentnych braków w kulturze osobistej jeśli ktoś załatwia dziecko bezpośrednio do rynsztoku albo i na chodnik, nie dbając o szeroką publikę, abstrahując od kolejnych skandali dotyczących załatwiania dzieci w dość egzotycznych miejscach: np. do kosza na śmieci w autobusie czy na podłogę w samolocie, abstrahując wreszcie od kwestii pedofilskich i higienicznych - zazdroszczę Chińczykom jednego. Otóż chińskie dzieci tradycyjnie bezstresowo rozpoczynają trening czystości w... pierwszej dobie życia. Po niemowlęciu zazwyczaj wiadomo, czego się spodziewać - robi miny, gdy "idzie kupa" itd., wiadomo też mniej więcej, jak szybką ma przemianę materii. Obojętnie, czy jest się w domu, czy na zewnątrz, biorą wówczas Chińczycy takiego delikwenta i wysadzają, podtrzymując główkę własnym ciałem, a nóżki rozchylając rękami. I to prawie zawsze działa! Wymuszona w ten sposób pozycja jest idealna do korzystania z toalety. Oczywiście, zdarzają się przypadki z serii "ratownik nie zdążył", ale generalnie mali Chińczycy uczą się załatwiania "na rozkaz" wystarczająco wcześnie, żeby ominąć wielką część problemów związanych z moczeniem w nocy, odpieluchowywaniem, nienawiścią do nocnika itd.
Mnie nie wystarcza determinacji, by reagować na zapas. ZB częściej "trafia" w odpowiedni moment i mu się chce na zabij się pędzić w stronę dowolnego naczynia z półnagim dzieckiem na rękach. Myślę, że gdyby w domu było więcej ludzi, którzy mieliby baczenie na Joasię w każdej sekundzie jej życia, byłoby łatwiej z tym treningiem czystości, ale gdy jestem tylko ja - jest to po prostu mało realistyczne. W dodatku od dwóch miesięcy Joasia załatwia "grubszą potrzebę" właściwie tylko i wyłącznie... w trakcie karmienia, co bardzo utrudnia jednoczesne wysadzanie ;)
Szkoda. Wprawdzie nigdy nie planowałam wysadzania dzieciątka na chodnikach i podłogach knajp, ale być może chociaż w domu traktowałabym otwarte spodenki jak sensowną alternatywę...

2016-09-19

różnice kulturowe

Wielkie święto: do Kunmingu przyjechał z gościnnymi występami kolega i nieledwie mentor ZB, na co dzień grający w najlepszej ponoć chińskiej orkiestrze na rożku angielskim. Z tej okazji ZB zaprosił jego i paru dawnych kolegów, a także ich pierwszego nauczyciela oboju na uroczystą kolację. Widzieli się pierwszy raz od daaaaawna. Od tak dawna, że nie mieli jeszcze przedyskutowanej kwestii małżeństwa ZB z białą.
Po kilku głębszych kolega odważył się zadać nurtujące go pytanie: jak sobie ZB radzi z (nieuniknionymi zdaniem kolegi) różnicami kulturowymi i problemami, które z nich wynikają.
ZB też sobie golnął, a jemu wystarczy szklaneczka, żeby wpaść w filozoficzny nastrój. Zamyślił się więc głęboko i odparł: Ale między nami żadnych różnic kulturowych nie ma.
Ale jak to? - spytał zdumiony kolega.
Bo widzisz - mówi ZB. - Po prostu ja na nią nie patrzę jak na Europejkę, a ona twierdzi, że ja nie jestem Chińczykiem.

Phi. Ja sobie mogę twierdzić cokolwiek, ale moi wszyscy polscy znajomi też twierdzą, że ZB nie jest żadnym Chińczykiem. I to już od czterech lat!

2016-09-18

24 przykłady nabożności synowskiej 二十四孝 III


Poczuł ból w sercu, gdy matka ugryzła się w palec 齧指痛心

W Okresie Wiosen i Jesieni żył uczeń Konfucjusza, Zeng Shen. Ojciec odumarł go młodo; młodzian pozostał jednak pełen szacunku i posłuszeństwa wobec matki. Każdego dnia chłopak szedł w góry po drewno na rozpałkę podczas gdy matka jego tkała materiały na sprzedaż.
Pewnego dnia Zeng Shen wyruszył bardzo wcześnie. Traf chciał, że akurat tego dnia w domu zjawił się przybyły z daleka gość. Rodzina jednak była tak biedna, że nie było czym zabawić gościa ani go odpowiednio przyjąć. Wobec nieobecności syna matka kompletnie nie wiedziała, co powinna zrobić; miała tylko nadzieję, że syn wróci wcześnie i coś poradzi. Jednak on jak na złość się nie pojawiał, a matka jego była coraz bardziej zdenerwowana. Z tych nerwów bezwiednie wsadziła palec do buzi i mocno ugryzła - tak mocno, że aż zaczął krwawić. I wtedy Zeng Shen, nadal przebywający w górach, nagle poczuł kłujący ból w piersi; natychmiast zrozumiał, że coś się musiało stać jego matce. Szybko pozbierał więc chrust i w te pędy pobiegł do domu.
Przybywszy, ukląkł przed progiem i zapytał, co się stało. Matka, już uradowana i szczęśliwa, odparła: Przyjechał gość, a ja byłam tak wytrącona z równowagi, że ugryzłam się w palec. Och, jakże dobrym jesteś synem, skoro będąc tak daleko znałeś myśli swojej matki!

Abstrahując od tej doprawdy wkraczającej w sferę fantastyki więzi między matką i synem, ta mamuśka to taka raczej niezbyt rozgarnięta. Nie wie, co zrobić z gościem, więc się gryzie w palec i jeszcze się cieszy, że syna też zabolało...

2016-09-17

Lilie Dawida 兰州百合

Jakieś 150 lat temu Armand David, baskijski misjonarz, wybrał się do Chin. Jako, że z zamiłowania był przyrodnikiem, skrzętnie kolekcjonował i wynajdywał nieznane dotąd europejskim naukowcom gatunki roślin i zwierząt. Ilość opisanych przezeń nowych gatunków idzie w setki, jeśli nie w tysiące. Wśród nich znalazła się nasza lilia, na jego cześć nazwana. Lilia ta po chińsku nazywa się lilią z Lanzhou; o ile w Europie jest po prostu jedną z wielu, o tyle w Chinach już setki lat temu stała się przysmakiem, ponieważ jej cebulki są... słodkie.
Tak, tak. Wiele odmian lilii JEST trujących i nie wolno ich spożywać. Ale cebulki lilii Dawida są tak absolutnie przepyszne, że trzeba ich spróbować, gdy tylko będziecie mieć okazję. Zresztą - nie tylko dla smaku i cudnej, chrupiącej konsystencji warto je spożywać - są również bardzo zdrowe: leczą z kaszlu i chorób płuc, mają silne działanie antybakteryjne oraz przeciwbólowe a także delikatnie nasenne.
No dobra. Mamy w dłoniach cebulki lilii Dawida. Co z nimi robimy? Można je smażyć, gotować, smażyć w głębokim tłuszczu, gotować na parze. Najpopularniejsze potrawy z wykorzystaniem lilii to kleik ryżowy z liliami, królik duszony z liliami i korzeniem 3-7, lilie gotowane z żółtkiem i cukrem, zupa z lilii i owczych płuc, lilie gotowane na parze z miodem oraz klopsiki w liliach na parze. Ja jednak dostałam świeżuteńkie lilie od kolegi z Gansu i nie chciałam ich marnować jakimiś dodatkami. Dlatego po prostu usmażyłam je z odrobiną soli.
Słowo daję, sól tylko uwydatniła słodycz liliowych cebulek, skrzętnie porozbieranych przeze mnie na piórka. Pyszności!

2016-09-15

dziewiąty miesiąc

W tym roku Blogi kulturowe i językowe (ogólny blog tutaj), ci sami ludzie, którzy organizują comiesięczną akcję W 80 blogów dookoła świata, po raz drugi zorganizowały Miesiąc Języków. W tym roku nasze wpisy dotyczą września oraz szeroko pojętej jesieni. Oczywiście i ja musiałam dodać swoją cegiełkę. W poszukiwaniu innych cegiełek zajrzyjcie na nasz blog, na którym podane zostały adresy blogów biorących udział w akcji. Wczoraj na przykład ukazał się wpis na blogu FRANG, dziś oprócz mojego jest też wpis na Angielskiej Herbacie, a jutro ukaże się wpis na Angielski C2. Tymczasem u mnie oczywiście wpis okołochiński.

Wrzesień wrześniowi nierówny. W języku polskim już sama nazwa mówi, czego się spodziewać. Po angielsku gorzej, bo każdemu muzykowi "sept" będzie się kojarzył z siódemką, nie z dziewiątką, ale niech im już będzie. Chińczycy wszystko uprościli. Chińskie nazwy zarówno miesięcy, jak i dni tygodnia, są proste i logiczne: pierwszy dzień tygodnia, drugi dzień tygodnia, trzeci dzień tygodnia. Miesiąc pierwszy, miesiąc drugi, miesiąc trzeci. Wrzesień jest po prostu dziewiątym miesiącem. Takie nazwy są neutralne i nikt się potem nie naśmiewa, że w maju śnieg pada albo że w lutym ciepło jak na wiosnę.
Szkopuł w tym, że w tych moich prostych i logicznych językowo Chinach dziewiąty miesiąc wcale nie jest dziewiątym miesiącem. Dziś jest najlepszy dzień, by o tym opowiedzieć, bo dziś jest Święto Środka Jesieni, a ono tradycyjnie odbywa się piętnastego dnia ósmego (!) miesiąca. Tak, ósmego. Mamy bowiem na myśli nie kalendarz gregoriański, a tradycyjny chiński kalendarz księżycowo-słoneczny. Zupełnym przypadkiem w tym roku piętnasty dzień ósmego miesiąca księżycowego przypadł na 15 września naszego kalendarza; co roku są to inne daty, więc czasem ciężko się połapać.
Cóż to takiego, to święto? Najprościej powiedzieć - chińskie dożynki, połączone z adoracją pełni księżyca. To dlatego zawsze odbywają się piętnastego dnia księżycowego miesiąca - bo 15 dzień to pełnia. Dlatego też muszą być świętem ruchomym, z racji którego rokrocznie Chińczycy dostają zresztą dzień wolnego.
Z biegiem czasu święto ewoluowało. Nie tylko dziękujemy niebiosom za dobre plony, nie tylko podziwiamy księżyc, ale i modlimy się o szczęście/syna/małżeństwo/pieniądze, a także spotykamy się z rodziną. To taka ciekawostka - w chińskim kręgu kulturowym okrągły kształt kojarzy się z rodziną. W uproszczeniu: pełnia księżyca = pełna rodzina, siedząca oczywiście przy okrągłym stole. Tradycyjnie powinno się więc ten wieczór spędzać z rodziną i przyjaciółmi; Chińczycy, którzy są w ten dzień z dala od domu, bardzo cierpią - albo przynajmniej powinni ;) Na temat rozłąki i tego smutku powstały setki wierszy; o jednym z najsłynniejszych pisałam tutaj.
Same obchody różnie wyglądały w różnych czasach i w różnych regionach Chin; obecnie zamiast jakichkolwiek ceremonii idzie się po prostu do knajpy z rodziną na kolację, a po kolacji podziwia księżyc, jeśli go akurat widać zza smogu, i umieszcza fotki w internecie. Swego czasu jednak ważnym elementem było czczenie Bogini Księżyca Chang'e. Zamieszkała ona na księżycu po wypiciu eliksiru nieśmiertelności; ponoć ma towarzystwo w postaci królika. Królika Chińczycy raczej nie czczą, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Ja prywatnie podejrzewam, że udziałem Chang'e stało się bodaj pierwsze małżeństwo polsko-chińskie.
Dawniej ważną częścią obchodów było również rozświetlanie mroków ogromnymi ilościami lampionów. Nie jest to jednak nic niezwykłego, bo lampiony towarzyszą obchodom bardzo wielu chińskich świąt. Tak samo jak prezenty wręczane rodzinie, przyjaciołom, szefom czy nauczycielom. Czymś, co zdecydowanie różni obchody Święta Środka Jesieni od wszystkich innych świąt są... ciastka. Konkretnie - ciasteczka księżycowe. Z ich powodu jedną z angielskich nazw święta jest Mooncake Festival. Są faktycznie wyjątkowe, zwłaszcza te nasze, yunnańskie, o których piszą yunnańskie łasuchy. Już parę tygodni przed obchodami święta stragany z ciasteczkami wyrastają wszędzie jak grzyby po deszczu. Choć początkowo smak ciasteczek (zwłaszcza tych yunnańskich, które są słodkimi ciastkami ze słonym nadzieniem z szynki...) był dla mnie trudny do zaakceptowania, z czasem je pokochałam. A że rokrocznie dostajemy całą masę tych ciastek od uczniów i rodziny, pokusiłam się swego czasu nawet o zrobienie rankingu tych najsmaczniejszych. Wracając do meritum - ciastka są ważne - trzeba nimi obdarowywać, trzeba je przyjmować i trzeba się nimi objadać - i mnie osobiście poza podziwianiem pięknej pełni to właśnie spożywanie ciastek kojarzy się najbardziej ze Świętem Środka Jesieni. Inna rzecz, że zazwyczaj dostajemy tych ciastek tak dużo, że kończę je zjadać dopiero w połowie dziewiątego miesiąca księżycowego...

2016-09-13

Skąd się wziął kształt kunmińskich murów miejskich?

Dziewczyny z Klubu Polki, moja nieustająca inspiracja, postanowiły, że na jesieni będziemy pisać na trzy tematy. Ja zdecydowałam się na pierwszy - o mitycznych/baśniowych stworzeniach naszych zakątków. W Yunnanie legendarnych zwierząt i postaci jest sporo - oczywiście smoki, takie jak ten ze Stawu Czarnego Smoka albo jak Złoty Koń i Szmaragdowozielony Kogut, na cześć których postawiono w Kunmingu paifangi. Dziś jednak opowiem o wężu i żółwiu. Za czasów, gdy Kunming posiadał jeszcze mury miejskie i fosę, kształt tych murów przypominał bowiem żółwia. Było to wyjątkowo niezgodne z tradycją chińską, według której miasta powstawały na planie kwadratu, z czterema bramami. U nas kształt był nieregularny, a bram było sześć - tworzyły łapki, głowę i ogon naszego żółwia. Ale... skąd się ten kształt w ogóle wziął? Ładnie opisano to w książce "Powrót do Starego Kunmingu" (重返老昆明).

Gdy otworzyć mapę starego Kunmingu, można odkryć, że miejskie mury wraz z fosą kropka w kropkę przypominają mitycznego żółwia, zdumiewająco potężnego. To dodawało staremu miastu tajemniczego uroku. "Jiaolong wznosi się ku niebu, a chmury mu domem, zaś Mityczny Żółw czai się na ziemi i nowa wiosna przychodzi". Jednak skąd się wziął akurat taki kształt murów miejskich Starego Kunmingu? O tym mówi legenda, powtarzana ustami kolejnych pokoleń babć i dziadków.
Za czasów cesarza Hongwu* w Yunnanie stacjonował wielki generał Mu Ying, który postanowił wybudować dla Yunnanu porządną stolicę. Jak jednak ją zbudować - nie bardzo wiedział. Kiedy właśnie frasował się tym zagadnieniem, wyśnił jednej nocy dziwny sen:
Wielki pyton, długi na dziesięć tysięcy zhangów** - jeśli widzisz jego głowę, to już nie ujrzysz ogona - ten właśnie wąż otwarł paszczę i pośpiesznie pożerał Kunming wraz ze wszystkimi drogocennymi dobrami, które miasto kryło. Mu Yinga widok ten straszliwie rozgniewał, zawołał on więc w głos: "Skąd przybywasz, diabelski wężu, i jak śmiesz pożerać bogactwa mego miasta i ściągać biedę na mój lud?!". Wąż odparł: "Mieszkam w górach na północ od miasta, głowę mam w Yunnanie, a ogon w Syczuanie. Jem Yunnan, a wydalam na Syczuan, co Tobie do tego?". Posłyszawszy to, Mu Ying rzucił się na węża z mieczem i go poszatkował. Jednak gdy szczątki węża opadły na ziemię, zmieniły się w ciemnoskórego wojownika, który zaczął z Mu Yingiem walczyć na śmierć i życie. Podczas, gdy walczyli oni zawzięcie, ze Stawu Dziewięciu Smoków (dzisiejsze Szmaragdowozielone Jezioro) wyłoniło się dziewięciu smoczych synów, dosiadających Boskiego Żółwia. Dopomogli oni w walce z wężem i Żółw w końcu zapanował nad wężem.
Gdy Mu Ying się obudził, miał dziwaczne wrażenie, że w historii tej kryje się drugie dno. Zaprosił więc najsławniejszego podówczas wróżbitę***, pana Wang, by wytłumaczył sen. Pan Wang zamyślił się na chwilę, policzył coś na palcach, aż w końcu przemówił: "Nawiedził Cię Długi Robak**** z gór na północ od miasta. Patrz - jego głowa znajduje się naprzeciw miasta Yunnan Fu*****, co wygląda zupełnie, jakby je pożerał". Zaskoczony Mu Ying poprosił o radę. Wróżbita odparł: "z dawien dawna najlepszą radą jest przekucie nieszczęścia w korzyść". I powiedział, jak on to widzi: Góry Długiego Robaka wiją się od północnego wschodu, co faktycznie nie wygląda pomyślnie. Jednak w moich oczach te góry przynoszą miastu bardzo pomyślną smoczą****** aurę - toć to przecież rzadko spotykana pozycja geologiczna zwana małym purpurowym smokiem! Wielki pyton jest długowiecznym stworzeniem, jednak przebiegłym i szatańskim a ciało jego jest delikatne i kobiece, jednym fochem może skrzywdzić wielu mieszkańców. Dlatego potrzebne nam inne boskie zwierzę, które będzie pomagać zmieniać i przezwyciężać węża. Ta rola winna przypaść tak samo długowiecznemu stworzeniu o twardym, męskim cielsku - Boskiemu Żółwiowi.
Słuchając rad starego wróżbity, Mu Ying zamknął miasto w kształcie żółwia. Wielka brama południowa to żółwia głowa, brama północna - ogon, a dwie bramy wschodnie i dwie zachodnie są czterema żółwimi łapami. W ten sposób położony u podnóża Gór Długiego Robaka ciągnących się na północy Kunming uzupełnia qi i puls tego miejsca, tworząc "spotkanie żółwia z wężem". W ten sposób Kunming zyskał wielkość wieczną jak góry i woda, harmonię dziesięciu tysięcy stworzeń w idealnym połączeniu woli Niebios z Ziemią. Pan Wang uśmiechnął się, stojąc na Górze Pięciu Wspaniałości i patrząc na wybudowane mury. Z nieukrywaną satysfakcją rzekł: mury i fosa dodały miastu smoczej witalności, wiatr i woda sprawią, że miasto będzie kwitło i się bogaciło, przynosząc szczęście i zamożność Yunnańczykom. Wierzę, że za pięćset lat Yunnan prześcignie Jiangnan*******!

Tak oto Boski Żółw pomógł okiełznać "długiego robaka" (każdy przyzwoity wąż powinien się za to miano obrazić ;)), który zagrażał pomyślności Yunnanu.
W tej legendzie podoba mi się idea, że przyjezdnemu generałowi, który ma tu rządzić, zależy nie na własnych zyskach, ale na tym, by stworzyć coś trwałego, co pomoże tutejszej ludności. Jest to koncepcja raczej obca dzisiejszym kacykom różnych szczebli. A szkoda.
Szkoda również, że z pięknych murów, które chroniły Kunming setki lat, po dojściu komunistów do władzy zostało tylko kilka głazów. Nie chcę być przesądna, ale śmiem twierdzić, że zburzenie tych murów dziwnym trafem zbiegło się z początkiem końca piękna tego miasta. Po Starym Kunmingu, w którym życie płynęło powoli, tanio i przyjemnie, pozostały tylko wspomnienia. Niestety, prześcignąć rejonu Jiangnan też się nie udało. Przynajmniej nie pod względami, o które chodzi przeciętnemu Chińczykowi - bo w moim sercu Yunnan jest oczywiście lepszy od stu Jiangnanów ;)

*czyli w drugiej połowie XIV wieku.
**zhang - dawna jednostka miary, długości ok. 3,3 metra.
***czyli "pana od fengshui" 風水先生.
****czyli węża.
*****dzisiejszy Kunming.
******smok i wąż są spokrewnione ;)
*******region w dolnym biegu Jangcy na jej południowym brzegu, z dawien dawna najlepiej prosperujący region Chin.

2016-09-12

niespodziewany koniec lata

Zabieram Joasię na spacer nad Szmaragdowozielone Jezioro. Tak naprawdę to bardziej zabieram siebie, bo ona, ululana kołysaniem yunnańskiej chusty, smacznie śpi na moich plecach. Nie ma słońca; ostatnie dni są raczej dżdżyste i chłodnawe. Pranie schnie tylko, jeśli wygram z nim w papier, nożyce, kamień. Dobrze, że mam żelazko - zabicie wszystkich drobnoustrojów wysoką temperaturą bardzo pomaga wiecznie wilgotnawym rzeczom.
Minęłam bramę i Muzeum Wodociągów; na wodzie umierają ostatnie lotosy. Jesień idzie! Żal mi lotosów i ich majestatycznego piękna, ale kunmińska jesień też jest wspaniała.
Dochodzę do Tykwowej Wyspy. Nietrudno się domyślić, dlaczego została tak nazwana - ma tykwowaty kształt. Ja oczywiście nazywam ją raczej wysepką Nie Era, bo jego wielki pomnik jest punktem centralnym wysepki. Do placu z pomnikiem dochodzą chodniczki z wielkimi kluczami wiolinowymi - tak na wszelki wypadek, żeby nikt nie zapomniał, kim właściwie ten Nie Er był. Wokół niego zaś - palmy. Dziś otoczone stertami... No właśnie, czego? Ależ tak, to "skóra" palmy, z której można wytwarzać peleryny przeciwdeszczowe suoyi i nieprzemakalne kapelusze. Dziś dzień golenia palm, do każdej po kolei podchodzi robotnik i oddziera kolejne warstwy włókien palmowych.
Do robotnika podchodzi starsza pani i pyta, czy może zabrać za dwie płachty. A bierz pani! - mówi robotnik. - Inaczej zostanie zutylizowane. Szkoda, prawda? Wspaniałe, ekologiczne tworzywo. Wiedza o nim wydaje się jednak umierać w narodzie, bo tuż obok ludzie zaczynają sobie pokazywać starszą panią palcami i pytać się wzajemnie, po kiego diabła pani bierze palmowe resztki. Ona, niosąc wytrwale kaganek chińskokulturowej oświaty, opowiada, jak z tych włókien zrobi zadaszenie nad balkonem, zamiast okropnej blachy falistej.
Przeszłyśmy koło Akademii Wojskowej i pawilonu Wen Yiduo; dochodzimy do kampusu Uniwersytetu Yunnańskiego, w którym śmierdzi, jakby szambolinka zderzyła się z hodowlą pleśni. Patrzę na rozpostarte wzdłuż Alei Miłorzębowej wielkie płachty i na robotników siedzących na konarach drzew - już wszystko rozumiem! Przyszedł czas na zebranie "białych owoców" 白果, czyli owoców miłorzębu dwuklapowego. Właśnie dojrzały; to właśnie one wydzielają ohydny zapaszek. Wokół płacht gromadzą się niewielkie grupki emerytów; choć większość strząsała owoce z drzew już parę tygodni temu, część nadal ma nadzieję, że coś dla siebie uszczknie. Faktycznie, płachty są dość nieszczelne, więc wszystkie owoce, które opadną za płachty, są skrzętnie zbierane do emeryckich woreczków. Miłorząb jest przecież panaceum!
Z pobliskiego liceum wylewają się dzieci w mundurkach, a ja stoję już na progu domu. Rozgrzał mnie szybki marsz z bezwładnym sześciokilowym tobołkiem na plecach, ale zrugałam się w myślach za krótkie spodenki. Przecież wszelkie znaki na ziemi i niebie mówią o tym, że do Kunmingu przyszła jesień...

2016-09-11

24 przykłady nabożności synowskiej 二十四孝 II

Dziś czas na drugi przykład Najlepszego Syna.


Spróbować dekoktu 親嘗湯藥

Za czasów Zachodniej Dynastii Han, po śmierci Liu Banga, jej założyciela, tron przypadł w udziale jego synowi, "Lojalnemu Liu"*. Był on mądry i dobrze wykształcony, dzięki czemu zasłużył na miano "Światłego Cesarza" - Han Wendi. Choć bardzo zajęty państwowymi sprawami, zawsze znajdował on czas, by służyć matce z pokorą i oddaniem.
Razu pewnego matrona ta poważnie zaniemogła. W czasie jej choroby Han Wendi spieszył codziennie do matczynej komnaty, gdy tylko uporał się z rządzeniem; tam siadywał przy jej łożu, by się nią czule opiekować. Jej się chyba ta opieka spodobała, bo chorowała pełne trzy lata. Oddany syn bez znużenia otaczał ją troską. Siedząc przy jej łożu nigdy nie zamykał oczu; tygodniami całymi nie miał czasu, by zmienić szaty - bał się odejść od łoża chorej, żeby nic nie przeoczyć. Gdy słudzy przyrządzili ziołowe wywary, on zawsze próbował ich pierwszy, żeby stwierdzić, czy nie są zbyt gorące czy za słabe. Gdy zweryfikował lekarstwo, sam je podawał matce łyżeczką.
Za tę troskę względem matki kochali go poddani. Nie był on bowiem jedynie dobrym władcą, ale i rzadko spotykanym okazem wspaniałego syna. Można rzec, że ustanowił nowy standard zachowania względem rodziców. Z tego też powodu jego imię do dziś żyje w ustach Chińczyków, którzy wciąż podziwiają jego cnotliwe i altruistyczne zachowanie.

No dobra, akurat ten facet był ok - poczytajcie trochę o nim, bo faktycznie był niezłym cesarzem. Ale jak doczytałam do niezmieniania szat tygodniami, i to przy łożu chorej osoby, to cieszę się, że nie należałam do jego osobistej gwardii...

*niebezpośrednio - po drodze jeszcze byli jego starsi bracia, marionetkowi cesarze w rękach starej cesarzowej. To ona musiała umrzeć, by nasz syn konkubiny cesarskiej w ogóle mógł mieć szanse w walce o tron.

2016-09-10

kwiaty czosnku bulwiastego 韭菜花

O czosnku bulwiastym już kiedyś wspominałam. Nie mówiłam za to, że jadalne są nie tylko jego łodyżki, ale również kwiaty i korzenie. Dziś pora na kwiaty. Ładne są, białe. Jednak kiedy zaczną być białe i ładne, z kulinarnego punktu widzenia robią się bezużyteczne. Użyteczne są wtedy, kiedy jeszcze nie rozkwitną i wyglądają jak małe, guzowate trójkąciki 3D. Kisi się je wówczas i używa jako ostrej i mocno aromatycznej przyprawy w Yunnanie, Syczuanie i Guizhou. Z yunnańskich najsłynniejsza jest wersja rodem z Qujingu. Choć w tutejszych sklepach można dostać jej niewielkie opakowania, na wsiach nadal kisi się je w wielkich tanzi z drobno posiekanym chilli, imbirem, wódką, cukrem i solą; czasem z dodatkiem grzybów. Po ukiszeniu są kwiaty niemal nieśmiertelne - właściwie nie mogą się zepsuć. Po ukiszeniu zaś - podaje się do potraw na zaostrzenie apetytu i poprawę trawienia. Jednak w Yunnanie, kochającym kartofle, jednym z najpopularniejszych sposobów podania naszej kiszonki są

ziemniaki smażone z kwiatami czosnku bulwiastego 韭菜花炒洋芋丝

Składniki:
  • łyżka marynowanych kwiatów czosnku
  • bardzo duży ziemniak, pokrojony pracowicie w paseczki albo starty na tarce o grubych oczkach
  • olej
  • sól (ewentualnie)
  • (ewentualnie, głównie dla koloru, kolorowa papryka pokrojona w cieniutkie paseczki)

Wykonanie:
  1. Rozgrzać olej.
  2. Dodać łyżkę kwiatów czosnku.
  3. Gdy zapachnie, dorzucić ziemniaki i smażyć je na sporym ogniu, aż będą usmażone, pachnące i pyszne.
  4. Ja soli nie dodaję, bo marynata jest już słona, ale można doprawić do woli.

2016-09-08

nakaz trąbienia

W wielu miejscach Yunnanu natkniecie się na taki znak:
Czyli na znak nakazu trąbienia. Pojawia się on na wąskich drogach przed bardzo ostrymi zakrętami. Z czasem dla tutejszych kierowców trąbienie stało się silnym nawykiem. Mówi: "uwaga, jadę", a nie "co ty robisz, ch!@#$5!". Nawyk pozostaje im nawet, kiedy są w miastach z szerokimi, prostymi ulicami. Dlatego jeśli się ceni swoje zdrowie psychiczne, trzeba pamiętać, że w Chinach klakson ma tylko zwrócić twoją uwagę, nie jest przejawem agresji :)

2016-09-06

Mu Ying 沐英

Mu Ying czyli Wykąpany Bohater żył w latach 1345-1392. Były to ciekawe czasy. Właśnie obalono mongolską dynastię Yuan, a do władzy doszedł chłopski syn Hongwu. To właśnie on swego przysposobionego syna Mu Yinga wysłał do Yunnanu, żeby zrobić z tą prowincją wreszcie porządek.
Mu Ying jest więc ważny dla historii Yunnanu - pomógł bowiem integrować tę nowopodbitą prowincję z resztą Chin. Yunnan nie poddał się łatwo - jeszcze w 1381 roku Mingowie wysłali spore siły, by uciszyć niepokoje. W 1382 roku mingowskie wojska odzyskały po kolei Qujing, Kunming i Dali. W 1383 cesarz zrozumiał, że jeśli Yunnan ma poddać się woli cesarza, trzeba tam zostawić sporą część wojska i przypominać Yunnańczykom, kto tam teraz rządzi. Głową tych żołnierzy był właśnie Mu Ying. Chodziło bowiem nie tylko o to, żeby mieć w swych rękach główne miasta, a o wyplenienie ewentualnej konkurencji - począwszy od mongolskich książąt w Kunmingu poprzez rodziny dawnych władców Dali aż po klany Lolo - czyli Yi - które w zasadzie władały tymi terenami paręset lat. Już wtedy było wiadomo, że różnorakie ludy południowo-zachodnich Chin niechętnie odnoszą się do Hanów i nie chcą po dobroci włączyć się w chińskie społeczeństwo. Trzeba było nie twardogłowego generała, który ogniem i mieczem będzie pilnować ziemi i posyłania cesarzowi trybutów, a mądrego gubernatora. Mu Ying był idealny - zadbał o edukację dzieci przywódców yunnańskich znaczących klanów, sprawił, że ci przywódcy mogli stanąć przed obliczem cesarza i poznać jego potęgę; zdołał im tak namieszać w głowach, że nadanie przez cesarza chińskiego nazwiska poczytywali sobie owi przywódcy za zaszczyt. Jednocześnie Mu Ying dbał o lud - uskutecznił szeroko pojęte unowocześnianie regionu - budowa dróg, kanałów nawadniających i innych udogodnień dla rolników powoli zjednywała mu serca ludzi; dołożył też cegiełkę w usprawnianiu handlu między Yunnanem a resztą Chin. Za jego czasów rozpoczęto też w Yunnanie wydobycie soli. Oczywiście serce sercem, a żelazna pięść też się przydaje. Razem z Mu Yingiem w Yunnanie zostało 300 tysięcy (sic) żołnierzy, którzy mieli pilnować przygranicznego terytorium. Tu ciekawostka - ten wielki generał chiński walczył swego czasu z pewnym lokalnym władyką tusi, który w batalii wykorzystał słonie :) Wracając do ilości wojska: już wcześniej tutejsze miasta były chińskie (bo przecież barbarzyńcy żyli głównie w górach i w wioskach), a nowy zastrzyk Hanów rodem z Nankinu i okolic jeszcze bardziej je schińszczył. Istnieje teoria, że silne pokrewieństwo dialektu yunnańskiego z mandaryńskim wynika właśnie z tej wielkiej migracji Hanów do Yunnanu...
Mu Yinga kopnął niemały zaszczyt. Za poradzenie sobie z niesubordynowanym Yunnanem cesarz obiecał, że Mu Ying i jego potomkowie będą rządzić Yunnanem na wieki. Faktycznie tak się stało - zamiast ganiać jego i następców po całych Chinach, zostawił ich spokojnie w Yunnanie, by co jakiś czas zdusili jakąś rebelię. Fascynujące, prawda? Zwłaszcza że faktycznie ród Mu zarządzał Yunnanem do końca panowania dynastii Ming, a Mu Tianbao pomagał w ucieczce do Birmy ostatniemu cesarzowi tej dynastii, Yongli. O tej ucieczce pisałam zresztą przy okazji jednego z tradycyjnych yunnańskich dań, Wielkiego Ocalenia Tengchongu.
Co ciekawe, przypuszcza się, że kulturę Hanów tak zaciekle krzewił w Yunnanie... muzułmanin. Nie ma wprawdzie dowodów, że Mu Ying był muzułmaninem, ale po pierwsze jego nazwisko jest jednym z "tych" nazwisk, jak i Ma pochodzące od Mahometa, po drugie Hongwu był znany ze sprzyjania muzułmanom i wspierał budowę meczetów, a po trzecie wiele muzułmańskich źródeł mówi o nim jak o "swoim". Czyli przyjeżdża muzułmanin do wielokulturowego Yunnanu i zamiast zakładać meczety, buduje świątynie konfucjańskie ku chwale cesarza!
Choć życiorys tego człowieka jest zaiste imponujący i ciekawy, mnie najbardziej zapadła w pamięć... legenda. O niej jednak następnym razem, dobrze? :)

[korzystałam głównie z książki Dictionary of Ming Biography, 1368-1644, volume II, Association for Asian Studies]

2016-09-04

24 przykłady nabożności synowskiej 二十四孝 I

Jakiś czas temu na ceglanym murze biegnącym wzdłuż najbardziej nieprzejezdnej i najbardziej zakręconej uliczki Kunmingu zawisły mocno średniej klasy malunki, przedstawiające 24 przykłady nabożności synowskiej.
Przykłady są przerażające. To znaczy z mojego współczesnego i w dodatku zachodniego punktu widzenia to straszne, że tych ludzi stawia się za wzór. A faktycznie stawia się - po cóż inaczej by tapetowano nimi miasto? I to w dodatku uliczkę tuż obok przedszkola?!
Dziś pierwszy przykład.


Nabożność synowska wzruszyła niebiosa 孝感动天

Wspaniały Yao, jeden z Pięciu Cesarzy, był władcą pełnym cnót. Pod jego ręką lud Chin żył posłusznie i harmonijnie, co jak wiemy jest według chińskich władców najważniejsze. Ludzie darzyli go szacunkiem takim, jak swych własnych rodziców. Kiedy jednak się postarzał, przyszedł czas na wybranie następcy. Doradcy cesarza podpowiedzieli mu, że daleko, daleko, koło Góry Li, mieszka wspaniały młody człowiek o imieniu Shun. Gdy matka jego zmarła, ojciec ożenił się po raz wtóry i z tego związku narodził się syn. Cała trójka dręczy Shuna - ojciec próbował się go pozbyć, macocha się nad nim znęca, a przyrodni braciszek jest zazdrosnym i aroganckim wałkoniem. A jednak Shun ich nie znienawidził - zachowuje się tak, jak powinien się zachowywać dobry syn i brat. Gdy oni go maltretują, on nie odpowiada złym słowem. Biegnie po prostu hen, na pola i płacze w samotności. Nie użala się jednak bezczynnie nad sobą - uprawa ziemi spoczywa na jego barkach, bo ani ojciec, ani brat się do prac polowych nie zniżają. Ta wspaniała postawa dzielnego Shuna nie zmiękcza serc jego własnej rodziny, ale podoba się niebiosom. To dzięki błogosławieństwu nieba słonie schodzą z gór, by pomóc młodzieńcowi w orce - na wiosnę można ujrzeć jak stają w szeregu i orzą skibę za skibą swymi wspaniałymi kłami. W lecie kruki i
sroki wyrywają chwasty dziobami. Natura pochwala zachowanie Shuna i to, jakim jest człowiekem bez względu na przeciwności losu.
Gdy cesarz Yao usłyszał tę historię, wysłał dziewięciu swych synów, by towarzyszyli Shunowi w pracy na roli, zaś dwie ze swych córek wydał zań za mąż. Następnie zaczął Shuna szkolić, by koniec końców posadzić na tronie zamiast któregokolwiek ze swych potomków. A pod rządami Shuna państwo kwitło - taka jest bowiem nagroda za cnotę.

Jak Wam się podoba opowiastka o maltretowanym dziecku, które nadstawia drugi policzek i pozwala sobą pomiatać? Ten chiński męski Kopciuszek został przynajmniej nagrodzony za swoje cnoty, a nie za to, że miał małe stópki, które się mieściły w maleńkich trzewiczkach... Podoba mi się idea wywiedzenia chińskich cesarzy z chłopskiego rodu, a Wam? :)

2016-09-03

chipsy

Jestem łakoma. Najbardziej na czekoladę, ale na wszystko inne niestety też. Od zawsze moją miłością są chipsy. Ziemniaki lubię w każdej niemal postaci, ale już chipsy uwielbiam. No co poradzę? Poza wspaniałościami yunnańskiej kuchni mam też tę prymitywną chipsową przyjemnostkę. To znaczy - mam, jeśli akurat jakimś cudem uda mi się gdzieś kupić zjadliwe chipsy - np. po prostu solone. Jeśli bowiem chodzi o tutejsze smaki, to:
limonkowe

o smaku sosu bolońskiego

o smaku meksykańskiego rosołu z pomidorem (?)

o smaku teksańskiego grilla

o smaku syczuańskiego gorącego kociołka mala

ogórkowe

glonowe

o smaku steku z pieprzem
Niestety, nigdzie nie da się już uświadczyć moich ukochanych, łososiowych z wasabi, firmy 子弟 - tej drugiej, o której zresztą już opowiadałam. Ta pierwsza to oczywiście Lays, która to nazwa została wyjątkowo udatnie przetłumaczona - 乐事 czyli przyjemność :)

2016-09-01

wiewiórka

Chiński i japoński to języki dość pokrewne ze względu na wykorzystanie przez Japończyków chińskich znaków i jednocześnie całkowicie obce jeśli chodzi o składnię i wymowę. Czasem jednak i znaki wprowadzają nas w błąd i pokazują, że jednak te dwa narody całkiem inaczej myślą.
Z okazji Miesiąca Języków blogerzy przygotowali wspólnie tabelkę z okołojesiennymi słówkami. Jeśli chodzi o chiński i japoński, sporo znaków się powtórzyło - 葉 (liść), 秋 (jesień), 雨 (deszcz), liczebniki itd. Zupełnie mnie za to zaskoczyła wiewiórka. Otóż zarówno według Chińczyków, jak i Japończyków, wiewiórka jest drzewną myszą. Tyle, że u Chińczyków jest myszą sosnową - 松鼠, a według Japończyków - kasztanową 栗鼠.
Jeśli macie ochotę na ciekawostki związane z japońsko-chińskimi fałszywymi przyjaciółmi, zapraszam tutaj, tutaj i tutaj.
Bez względu jednak na to, na których drzewach mieszkają wiewiórki, i tak ich nienawidzę, bo mi zżerają kwiatki...